Jak to wpłynęło na mnie

Ostatnie pół roku mojego życia to dzień w dzień rozmowy z ludźmi. Często od momentu wyjścia z pracy, aż do północy. Efekt - szczęście, pomoc innym, akceptacja, zrozumienie i w końcu bezgraniczna miłość do wszystkich. Gdyby nie mój antyhumanistyczny umysł to już teraz mógłbym napisać książkę "Podróże z ludźmi".
 
Całkowicie oddałem swoje serce ludziom. Rozmowa z nieznajomymi wymaga od nas najwięcej skupienia, dlatego z tej rozmowy wyciągamy więcej. Poznajemy mnóstwo różnych przykładów, a to właśnie na przykładach człowiek uczy się najlepiej. Przestałem krytykować - staram się znaleźć odpowiedź, dlaczego ja lub ktoś zachował się nieodpowiednio.
 
Najlepszym odzwierciedleniem tego jak bardzo jesteśmy szczęśliwi są nasze relacje z ludźmi. Kiedy oczerniamy, nie starając się zrozumieć będziemy traktowani tak samo. Kiedy kochamy, będziemy kochani - i nie chodzi tutaj o jakąś nieodwzajemnioną miłość. Nie warto oceniać, bazując na błędach, złych momentach lub niepowodzeniach w relacjach z ludźmi. Ile razy ja zrobiłem coś okropnego, ile razy ktoś zrobił mi coś okropnego? Mimo to konsekwentnie pracowałem nad tym, aby błędy nie wpływały na moje podejście do ludzi. Starałem się odpowiedzieć na pytanie - dlaczego tak się stało?

 

Przepracowałem w sobie wiele problemów, które zrozumiałem dzięki ludziom. Osiągnąłem rzeczy, które wpłyną na całe moje życie. I najbardziej niesamowita sprawa - opowiedziałem znajomemu o wnioskach, które odkryłem. Okazało się że wszystko to co nakreśliłem to te same wnioski, które opisał amerykański psycholog po 20 latach badań z ludźmi w swojej książce - o której nie miałem pojęcia. Wiele osób, ze względu na mój sposób prowadzenia rozmowy, myślało że przeczytałem wiele książek o psychologii. Nie przeczytałem żadnej. Wszystkiego nauczyła mnie praktyka.

 

Nie czuje się że jestem wyjątkowy, ale czuje że robię wyjątkowe rzeczy. Pomagam innym, żeby zapalać innych samemu trzeba płonąć. Przekazując małe dobre gesty zmieniasz swoje środowisko od zewnątrz i wewnątrz. Miałem sytuację w której idąc Piotrkowską zwyczajnie klaskałem w rytm muzyki z głowy, podłączyły się dziewczyny, dalej kolejni ludzi i wkrótce około 40 ludzi zaangażowanych było w śpiewanie, klaskanie i podrygi do tańca. Czułem się jak w musicalu. 

 

Przeszedłem przez łzy szczęścia obcych osób, przeżyłem ich wzruszenia, były przytulenia, zwierzenia, marzenia, złość, otwartość, zaufanie. Usłyszałem wiele prywatnych historii, które ludzie pierwszy raz opowiadali nieznajomemu. Dostałem zaproszenia na imprezy, do teatru, nawet domu. Było wiele ponownych spotkań. Dostaje wiadomości od wielu ludzi z Polski zainspirowanych projektem. Odwiedzają mnie ludzie z daleka. Niektórzy są nawet chętni zaoferować pieniądze za możliwość samej rozmowy.

 

Żeby to zrozumieć trzeba przeżyć to wszystko samemu.

Ktoś by zapytał - Ale po co to robisz? Chce Ci się tak codziennie?
Gdym znalazł się wcześniej po drugiej stronie może zapytałbym o to samo.